Długi weekend

Hej!

Długi weekend w Tatrach Niżnych minął zdecydowanie za szybko. Wyruszaliśmy z Telgartu z planem przejścia granią Tatr Niżnych w kierunku Chopoka i auta zaparkowanego w okolicy zejścia ze szczytu. Niestety przegoniła nas pogoda i pobyt na Słowacji zakończyliśmy dzień wcześniej. Czwartkowy trekking dobrze nas nastroił, pogoda była jeszcze ładna. Szliśmy przez Kráľova hoľa, a na nocleg dotarliśmy do wygodnej i świetnie utrzymanej útulňa Andrejcova, gdzie za 2,5 euro można nacieszyć podniebienie wyrabianym na miejscu, zimnym piwkiem. Piątkowy poranek zapowiadał się równie dobrze co czwartkowy, ale, jak się okazało, nie na długo. Wyszliśmy dość późno i praktycznie od początku trasy towarzyszył nam mniejszy bądź większy opad. Widoczność była bardzo kiepska. Tego dnia dotarliśmy do útulňa Ramža. Nie udało nam się całkowicie dosuszyć, a pogoda dnia następnego zniechęcała do dalszej wędrówki. W sobotę zeszliśmy więc do Certovicy i łapaliśmy stopa w kierunku aut. Na zwieńczenie wypadu zatrzymaliśmy się na popas w Białce Tatrzańskiej, o dziwo wpuścili nas do restauracji :D  Pogoda niezbyt się udała, Tatry Niżne trzeba będzie ponownie odwiedzić, miejmy nadzieję, w bardziej sprzyjających warunkach pogodowych!

Dla zainteresowanych szczegółami trasy wrzucam przydatne linki:

http://www.goryonline.com/graniowka-niznych-tatr,10242,i.html

http://www.nizketatry.sk/mapa/

I kilka zdjęć z wyjazdu poniżej :)

IMGP5461

W drodze na Kráľova hoľa

IMGP5391

Kráľova hoľa

IMGP5480

IMGP5459

IMGP5406

IMGP5471

IMGP5478

Półmetek Barbórki

I po Półmetku :(

Do Cyrli wyruszyliśmy w sobotę z Łabowej. Kilkugodzinna wędrówka w pełnym słońcu wymagała wielu postojów, zakończyła się upragnionym odpoczynkiem, tradycyjnym ognichem i śpiewograniem do rana :) Bardzo miło było spotkać się ze starszymi pokoleniami Kolibowiczów, na szlaku i na miejscu. Liczymy na dalsze zainteresowanie w kwestii kolejnych edycji tego wydarzenia!

IMGP4920

Hala Pisana

IMGP4925

Hala Pisana

IMGP4928

Ważne przesłanie!

IMGP5012

Ognicho w schronisku „Cyrla”

IMGP5117

Zejście do Rytra

Reszta zdjęć z weekendu w Beskidzie Sądeckim: https://goo.gl/photos/ZmamUf2Jgg9U3uKGA

Na kolejnym Półmetku widzimy się za rok, najprawdopodobniej na Przełęczy Knurowskiej :)

Majówka w Beskidzie Niskim

Tegoroczną majówkę kolibowa ekipa, licząca od 8 w porywach do 11 osób, postanowiła spędzić w naszym pięknym Beskidzie Niskim. Niezniechęceni nie za bardzo optymistycznymi prognozami pogody w sobotę (29.04.) pojechaliśmy do Dukli. Stąd, uprzednio posiliwszy się kebabem oraz napojem z lokalnego browaru, w końcu ruszyliśmy na szlak. Tego dnia zdobyć mieliśmy Cergową, górkę może niezbyt wysoką, ale za to o całkiem sympatycznym podejściu (lub, jak kto woli, „wyrypie”). Atak na szczyt odbył się w stylu dowolnym – niektórzy obrali drogę szlakiem (zdecydowana mniejszość),  reszta udała się alternatywnym skrótem (jak się okazało nieco bardziej męczącym :D ), z wyjątkiem pojedynczego osobnika, który wybrał marsz na przełaj. Szybko jednak z powrotem połączyliśmy siły i razem dotarliśmy do chatki w Zawadce Rymanowskiej, gdzie tego dnia wypadał nam nocleg. Wieczorem pośpiewaliśmy trochę przy dźwiękach gitar i niezapomnianych solówek na kazoo.

Odpoczynek na Cergowej

Odpoczynek na Cergowej

30.04. O świcie (czyli ok. 10:30) rozpoczęliśmy kolejny dzień wędrówki. Z Zawadki Rymanowskiej ruszyliśmy błotnistym szlakiem przez Piotrusia i Ostrą w kierunku Zyndranowej. Przez znaczną część naszej trasy, zarówno tego, jak i kolejnych dni, towarzyszyły nam powiewające na wietrze tasiemki wytyczające przebieg wyścigu rowerowego Dukla Wolf Race, który miał odbyć się tu od 5-7.05 (całe szczęście, że nie wtedy co my). Biorąc pod uwagę panujące warunki pewnie był to raczej marsz z rowerem na plecach :)

Na Piotrusiu

Na Piotrusiu

Nieustraszeni szliśmy dalej

Nieustraszeni szliśmy dalej

W chatce w Zyndranowej nasze szeregi zasiliła Marta, ratując znużonych wędrowców świeżą dostawą życiodajnego płynu. Z radości każdy (bez wyjątku!) zażył prowizorycznej kąpieli, potem granie, śpiewanie i do spania.

01.05. Celem dzisiejszego dnia była chatka Malucha w Ropiance, nasza trasa prowadziła przez szczyt Baranie. Pożegnaliśmy się z Darkiem i Rut, którzy musieli już wracać, i ruszyliśmy. Idąc sobie spokojnie przez las nagle naszym oczom ukazała się potężna, na pierwszy rzut oka wyglądająca na opuszczoną, budowla. Okazała się ona słowacką wojskową wieżą obserwacyjną. Wstęp kosztował 0,50 euro, więc stwierdziliśmy, że się szarpniemy! Było warto – z góry rozciągały się piękne widoki. Tylko o mało co nie zepsuliśmy najstarszej na Słowacji windy z 1974 r…

Wojskowa wieża obserwacyjna wyłaniająca się ze środka niczego

Wojskowa wieża obserwacyjna wyłaniająca się ze środka niczego

Do zdobycia pozostało nam jeszcze Baranie. Na szczycie znajduje się drewniana wieża, z której, przy dobrej widoczności, można zobaczyć Tatry.

Na Baranim

Na Baranim

Ta wieża na pewno wytrzyma...?

Ta wieża na pewno wytrzyma…?

Wytrzymała! Było warto!

Wytrzymała! Było warto!

W szampańskich nastrojach wieczorem dotarliśmy do chatki Malucha, urokliwego miejsca, gdzie Kraków spotyka się z Warszawą. Większość, znużona całodzienną wędrówką szybko poszła spać, ale niektórzy zostali na wspólnym śpiewaniu do późnych godzin nocnych ;)

02.05. Wreszcie nadszedł najbardziej leniwy dzień naszej majówki. Wczesnym rankiem, jak jeszcze spaliśmy, opuścił nas Miłosz, który musiał zdążyć dostopować na ślub (udało mu się, chociaż ledwo :D ), a my, na lekko, udaliśmy się do oddalonego o ok. 1,5 h sklepu w Tylawie. Właśnie tam, kiedy spokojnie siedzieliśmy sobie pod parasolem, przyszedł jedyny większy deszcz podczas tego wyjazdu. Szybko jednak rozpogodziło się na tyle, że wieczorem udało nam się zasiąść przy ognisku z kiełbaskami i gitarami ;)

Przed chatką Malucha

Przed chatką Malucha

03.05. Niestety nadszedł dzień powrotu. Wcześniej jednak musieliśmy przejść ok. 3-4h trasę do Dukli, gdzie czekały na nas auta. Błoto, które towarzyszyło nam w poprzednich dniach, okazało się niczym w porównaniu z dzisiejszymi bagnami. Baliśmy się, że kierowcy nie wpuszczą nas do samochodów. Byli jednak wyrozumiali i, posiliwszy się ostatnim wspólnym kebsem, wróciliśmy do Krakowa.

Pożegnania nadszedł czas...

Pożegnania nadszedł czas…

PS. Dzięki za niezwykle klimatyczny wyjazd w ten urokliwy zakątek Polski ;) !

PS 2. JEEEELEŃ!